Diagnostyka zespołu Dravet a jakość życia

Jednym z największych problemów, z jakimi mierzą się pacjenci i rodziny osób z zespołem Dravet jest tzw. odyseja diagnostyczna – długotrwały, kosztowny i frustrujący proces prowadzący do uzyskania trafnej diagnozy. Mimo rosnącej świadomości tego zjawiska, jego skala i konsekwencje w Polsce są nadal słabo poznane. Tymczasem brak diagnozy lub jej znaczące opóźnienie może mieć poważne skutki – zarówno dla pacjenta (m.in. przyjmowanie nieskutecznych lub szkodliwych leków, zbędne zabiegi, opóźnienie w leczeniu), jak i dla jego rodziny (emocjonalne wyczerpanie, poczucie winy, stres finansowy).

Z tego powodu badacze z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu we współpracy ze Stowarzyszeniem DRAVET.PL przeprowadzili badanie, którego celem było:

  • poznanie doświadczeń rodzin związanych z procesem diagnostycznym zespołu Dravet,
  • zbadanie, jak odyseja diagnostyczna wpływa na jakość życia i poczucie obciążenia opiekunów.

Odyseja diagnostyczna w zespole Dravet – skala, źródła i skutki

Choć pojęcie „odysei diagnostycznej” coraz częściej pojawia się w debacie publicznej i dokumentach strategicznych dotyczących chorób rzadkich, wciąż brakuje twardych danych na temat jej skali i skutków w Polsce. Tymczasem dla wielu rodzin z zespołem Dravet odyseja nie jest pojęciem abstrakcyjnym, lecz realnym i bolesnym doświadczeniem – pełnym frustracji, lęku i bezsilności.

Rodzice przez wiele miesięcy, a nawet lat, szukają odpowiedzi na pytanie, co dolega ich dziecku. Odwiedzają licznych lekarzy, wykonują dziesiątki badań, często słysząc rozbieżne diagnozy lub spotykając się z bagatelizowaniem objawów. Taki proces nie tylko opóźnia włączenie odpowiedniego leczenia, ale także prowadzi do niepotrzebnych terapii, hospitalizacji, stresu oraz ogromnych kosztów emocjonalnych i finansowych.

W badaniu, w którym udział wzięło 106 opiekunów pokazało, że proces diagnostyczny jest procesem długotrwałym i obciążającym emocjonalnie:

  • Tylko 6,6% dzieci otrzymało właściwą diagnozę przy pierwszej wizycie lekarskiej,
  • U 73% osób, właściwe rozpoznanie poprzedziła przynajmniej jedna błędna diagnoza – najczęściej jako padaczka idiopatyczna, napady gorączkowe, Zespół Westa lub inne niezróżnicowane formy epilepsji,
  • Przeciętny czas do uzyskania prawidłowej diagnozy: 2,5 roku,
  • 49,3% opiekunów skonsultowało się z więcej niż czterema lekarzami; rekordzista – 30,
  • 58,4% uważa, że opóźnienie diagnozy pogorszyło stan zdrowia dziecka,
  • 67% dzieci otrzymywało nieskuteczne lub niezalecane leki, a 32,1% przeszło zbędne hospitalizacje,
  • 19,8% rodzin szukało diagnozy poza Polską.

Źródła wiedzy o zespole Dravet:

  • Facebook i grupy wsparcia – 35,8%,
  • Internet – 17,9%,
  • Lekarze – tylko 16%.

Diagnozowanie zespołu Dravet w Polsce jest obarczone znacznymi trudnościami. W opiniach rodziców brakuje wiedzy u lekarzy pierwszego kontaktu, neurologów i pediatrów, a informacje o badaniach genetycznych często nie są przekazywane rodzinom. Odyseja diagnostyczna prowadzi do szkód zdrowotnych u dzieci, zbędnych kosztów i ogromnego obciążenia psychicznego opiekunów.

Jak wygląda codzienność po diagnozie?

Moment postawienia diagnozy często bywa przedstawiany jako symboliczny koniec odysei diagnostycznej. Dla wielu rodzin jest to niewątpliwie ulga – wreszcie wiadomo, z czym mają do czynienia, można zaplanować leczenie, terapię, uzyskać skierowania, ubiegać się o pomoc. Jednak w przypadku zespołu Dravet życie po diagnozie nie staje się łatwiejsze. Wręcz przeciwnie, pojawiają się nowe wyzwania, obowiązki i lęki, a codzienność opiekunów coraz częściej zdominowana jest przez opiekę 24/7.

Zmęczenie, przeciążenie psychiczne, rezygnacja z pracy, osamotnienie, konflikty rodzinne czy brak zrozumienia ze strony otoczenia – to tylko niektóre z problemów, z którymi mierzą się rodzice i bliscy osób z zespołem Dravet. Mimo że to właśnie oni stanowią główny filar systemu opieki nad chorym dzieckiem, ich potrzeby – emocjonalne, zdrowotne, zawodowe czy społeczne – są często pomijane.

By uchwycić stanu zdrowia psychicznego opiekunów i ocenić jakość ich życia i skalę obciążenia, z jakim mierzą się na co dzień wykorzystano uznane na świecie wystandaryzowane narzędzia badawcze: 1. WHOQOL-BREF – do oceny jakości życia w czterech wymiarach, oraz 2. Zarit Burden Interview – do oceny subiektywnego obciążenia opieką, które pozwoliły ukazać zależności między sytuacją życiową opiekunów a ich dobrostanem.

Ponad 80% opiekunów uzyskało wynik niższy niż średnia krajowa we wszystkich obszarach jakości życia:

  • 87,7% – relacje społeczne
  • 84,9% – zdrowie fizyczne
  • 77,4% – środowisko (finanse, mieszkanie, dostęp do usług)
  • 73,6% – dobrostan psychiczny
  • Im wyższe poczucie obciążenia, tym niższa jakość życia (silna korelacja ujemna).

Największy wpływ na obniżenie jakości życia miały:

  • zła sytuacja finansowa,
  • brak zatrudnienia,
  • kobieta jako główny opiekun.

Osoby zatrudnione deklarowały lepsze wyniki w sferze środowiskowej i społecznej.

Opieka nad dzieckiem z zespołem Dravet to długoterminowy czynnik ryzyka dla zdrowia psychicznego, fizycznego i społecznego opiekunów. Szczególnie narażone są matki – kobiety najczęściej rezygnują z pracy, czują się osamotnione i przeciążone. Potrzebne są rozwiązania systemowe – pomoc psychologiczna, dostęp do usług opiekuńczych, wsparcie finansowe.

Wnioski

  • Odyseja diagnostyczna w zespole Dravet to zjawisko realne, powszechne i bardzo obciążające zdrowotnie i emocjonalnie.
  • Opóźniona diagnoza przekłada się na niepotrzebne interwencje medyczne, nieodwracalne skutki dla zdrowia dziecka oraz utratę zaufania do systemu ochrony zdrowia.
  • Jakość życia opiekunów osób z zespołem Dravet w Polsce jest dramatycznie obniżona – zwłaszcza w sferze fizycznej, psychicznej i społecznej.
  • Poczucie obciążenia rośnie wraz z brakiem wsparcia, niskim statusem materialnym i izolacją społeczną.
  •  Konieczne jest wdrożenie kompleksowego, interdyscyplinarnego modelu opieki bio-psycho-społecznej, który obejmuje nie tylko pacjenta z zespołem Dravet, ale i jego rodzinę.

Domaradzki, J., & Walkowiak, D. (2025). Caregivers’ experiences and challenges of the diagnostic odyssey in Dravet syndrome. Orphanet Journal of Rare Diseases, 20, 89. https://doi.org/10.1186/s13023-025-03772-7

Domaradzki, J., & Walkowiak, D. (2025). Assessing the impact of Dravet syndrome on caregivers’ quality of life and perceived burden in Poland. BMC Psychology, 13, 170. https://doi.org/10.1186/s40359-025-03102-3

Doświadczenia opiekunów dzieci z zespołem Dravet

Opieka nad dzieckiem z zespołem Dravet to nie tylko reagowanie na częste i trudne do opanowania napady padaczkowe, ale także codzienne mierzenie się z niepełnosprawnością, zaburzeniami zachowania i rozwoju oraz ciągłą niepewnością co do przyszłości. Wiąże się to z ogromnym obciążeniem fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i finansowym dla całej rodziny, a  zwłaszcza dla rodziców, którzy najczęściej pełnią rolę głównych opiekunów.

Badacze z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, przeprowadzili badanie, w którym opisali codzienne wyzwania, potrzeby i doświadczenia opiekunów rodzinnych dzieci z zespołem Dravet. Celem było ukazanie często pomijanego aspektu życia z tą chorobą – wpływu, jaki opieka nad chorym dzieckiem wywiera na życie jego opiekunów i rodzin. W szczególności badanie miało na celu:

  • rozpoznanie codziennych wyzwań związanych ze sprawowaniem opieki,
  • zrozumienie, jak opieka nad dzieckiem z DS wpływa na życie rodzin,
  • identyfikację potrzeb emocjonalnych opiekunów,
  • poznanie, jak opiekunowie postrzegają swoją rolę,
  • ocenę dostępnych źródeł wsparcia i ich adekwatności względem potrzeb rodzin.

Codzienne wyzwania i obciążenia

Opieka nad dzieckiem z zespołem Dravet oznacza poważne, długoterminowe obciążenie – fizyczne, psychiczne i emocjonalne – które wpływa na wszystkie sfery życia rodzinnego:

  • 84% opiekunów wskazało na przewlekłe zmęczenie,
  • 76% skarżyło się na brak czasu dla siebie,
  • 72% musiało zrezygnować z pracy lub ograniczyć aktywność zawodową,
  • 60% odczuwało pogorszenie stanu psychicznego,

Obciążenia emocjonalne

Niemal wszyscy rodzice akcentowali wysoki poziom emocjonalnego w opiekę, a także wiąże się ona z szeregiem silnych emocji:

  • 81% doświadczało wyczerpania fizycznego, a 80% psychicznego,
  • 72% czuło bezradność, 68% lęk i strach, 56% towarzyszą myśli o przedwczesnej śmierci dziecka,
  • 66% zrezygnowało z pasji i planów,
  • 63% czuło się niezrozumianych przez otoczenie,
  • 44% czuło, że całe ich życie podporządkowane jest opiece.

Wpływ opieki nad dzieckiem z DS na relacje rodzinne

Opieka nad dzieckiem z zespołem Dravet destabilizuje całe środowisko rodzinne, obciąża relacje rodzinne i społeczne opiekunów, szczególnie małżeńskie, partnerskie i rodzicielskie. Opiekunowie często przejmują całość obowiązków, co prowadzi do przeciążenia, frustracji i oddalenia się od partnera oraz zdrowych dzieci:

  • 48% opiekunów przyznało, że choroba dziecka pogorszyła relację z drugim rodzicem,
  • 53% doświadczyło trudności w relacjach intymnych,
  • 48% uważało, że choroba dziecka negatywnie wpływa na relacje ze zdrowymi dziećmi,
  • 51% miało trudność w wypełnianiu innych ról (rodzica, pracownika, partnera).
  • 41% doświadczało izolacji społecznej.
  • Tylko 20% uzyskuje realne wsparcie od dalszych krewnych lub znajomych.
  • Rodzice często czują wyrzuty sumienia z powodu ograniczonego czasu i uwagi poświęcanej zdrowemu rodzeństwu.

Koszty i ograniczenia zawodowe

  • 89% opiekunów otrzymuje zasiłek, co wyklucza ich z rynku pracy,
  • Ponad 70% zrezygnowało z pracy lub pracuje w niepełnym wymiarze,
  • Opieka generuje wysokie koszty bez pełnego pokrycia ze strony państwa – leczenie, rehabilitacja, konsultacje prywatne.

Doświadczenia z systemem opieki zdrowotnej

W badaniach wskazano, że jednym z głównych źródeł frustracji i przeciążenia opiekunów są trudności w kontakcie z systemem ochrony zdrowia:

  • Średni czas oczekiwania na prawidłową diagnozę: 2,5 roku.
  • Średnio konsultowano się z ponad 5 lekarzami (rekord to 30!) zanim uzyskano rozpoznanie.
  • Tylko 2,7% dzieci miało trafną diagnozę przy pierwszej wizycie lekarskiej.

Ocena systemu:

  • 77% opiekunów oceniło, że lekarze mają niewystarczającąwiedzę na temat zespołu Dravet.
  • 68% negatywnie oceniło wsparcie ze strony instytucji społecznych.
  • 75% było niezadowolonych z dostępności i finansowania rehabilitacji.
  • Wielu opiekunów musi płacić prywatnie za rehabilitację i konsultacje specjalistyczne ze względu na długie kolejki.
  • Państwo nie refunduje wszystkich leków ani sprzętu rehabilitacyjnego, a procedury uzyskania wsparcia są skomplikowane i czasochłonne.
  • Psychologiczna pomoc dla dzieci i rodziców praktycznie nie istnieje w systemie publicznym.

Wsparcie i jego brak

Zarówno w jednym, jak i drugim badaniu, opiekunowie wyraźnie wskazywali na brak wystarczającego wsparcia instytucjonalnego i emocjonalnego:

  • Tylko 23% rodziców otrzymuje realne wsparcie od lekarzy.
  • 80% opiekunów nie korzysta z żadnej pomocy zewnętrznej (rehabilitacyjnej, pielęgnacyjnej itp.).
  • Główne źródła wsparcia to: rodzina (54,6%), grupy na Facebooku (37,4%), Internet (88%).

Wnioski

Badania pokazują, że opiekunowie dzieci z zespołem Dravet w Polsce żyją w chronicznym przeciążeniu i bez wystarczającego wsparcia. Zmagają się nie tylko z chorobą dziecka, ale także z brakiem pomocy ze strony systemu – w diagnozie, leczeniu, rehabilitacji i codziennym funkcjonowaniu. Towarzyszy im zmęczenie, stres, samotność, problemy rodzinne i wykluczenie zawodowe. Badacze podkreślają, że konieczne jest wdrożenie kompleksowej opieki bio-psycho-społecznej dla całej rodziny. Potrzebne są:

  • lepsze przygotowanie lekarzy,
  • krótsza i sprawniejsza diagnostyka,
  • realne wsparcie psychologiczne i organizacyjne,
  • uproszczone procedury i większy dostęp do świadczeń.

Domaradzki, J., & Walkowiak, D. (2023). Caring for children with Dravet syndrome: Exploring the daily challenges of family caregivers. Children, 10(8), 1410. https://doi.org/10.3390/children10081410

Domaradzki, J., & Walkowiak, D. (2023). Emotional experiences of family caregivers of children with Dravet syndrome. Epilepsy & Behavior, 142, 109193. https://doi.org/10.1016/j.yebeh.2023.109193

Szczególne rodzicielstwo …

 

"Szczególne rodzicielstwo" to wydany przez Fundację "Promyk Słońca" poradnik dla rodziców dziecka z niepełnosprawnością, stworzony przez specjalistów-praktyków, stanowiący swego rodzaju przewodnik po psychologicznych, emocjonalnych, prawnych, edukacyjnych i rehabilitacyjnych aspektach życia w rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym.

Zgodnie z informacjami zawartymi na Facebook'owym profilu Fundacji – poradnik ten rozprowadzany jest bezpłatnie – wymagany jest jedynie mail do Fundacji …

Ofiary złych genów …

 

Może być tak: po raz pierwszy kamień spada z serca, kiedy wynik badań prenatalnych jest uspokajający. Dopiero później, gdy wiedza rodziców o chorobach genetycznych będzie jak z „Wielkiej Gry”, sami sobie wytłumaczą, że badania są nastawione na najpopularniejszego Downa, a nie na takie dziwactwa, jak koci krzyk.

Drugi raz czują wielką ulgę, gdy neurolog wyklucza u niemowlaka jakieś powikłania. Apatyczne albo odwrotnie – wrzeszczy, zaciska piąstki, nie ssie – wszystko to długo jest lekceważone. Rodzice jako nadwrażliwi są wypychani z gabinetu, bo na korytarzu czekają dzieci naprawdę chore, z gorączką. Aż wreszcie kolejny specjalista (po rezonansie magnetycznym, który wykazał np. niedorozwój lewego płata czołowego) rzuci nazwę choroby, o której matka nigdy nie słyszała, więc pyta, jak to się leczy. – Tego się nie wyleczy – precyzuje lekarz. I życie się kończy, to znaczy trzeba zacząć nowe.

Może być tak: ciąża przebiega spokojnie i nagle na ostatnim usg. okazuje się, że główka jest za mała. Albo wszystko jest za małe i rodzi się dziecko z karłowatością ptasią. Jedyne w Polsce. Dopiero od niemieckich rodziców polscy dowiedzą się, że Boże broń, nie wolno dawać hormonu wzrostu. Bo to grozi wylewem.

Albo brzuch jest za mały. Na świat przychodzi rachityczny Maciek. Lekarz rzuca jakąś encyklopedyczną nazwę i mówi, że zwykła przyzwoitość nakazuje, by go nie ratować. Szkoda inkubatora.

Może być tak: dziecko ma na twarzy wypisaną chorobę. Trzeba tylko trochę czasu, żeby dopasować do niej rzadkie schorzenie genetyczne. I dowiedzieć się, że w Polsce jest kilkadziesiąt albo tylko kilka takich przypadków. I że zawsze będzie ono niepodobne do nikogo z rodziny. Jakby Panu Bogu zadrżała ręka.

Kiedy rodziła się Ania, zaprzyjaźniony lekarz porzucił poród, żeby opowiedzieć kolegom, co zobaczył. Nadziwić się nie mogli. Z tej wrażliwości matce długo nie pokazywano dziewczynki. Prawie oszalała. Może być tak: „Dzidzia mała”, bo tak ją wszyscy nazywają, jest pyzatym, gulgoczącym dzieckiem. Banalnie zwykłym. I nagle, koło drugiego roku życia, jakby jakaś tajemnicza ręka zabierała pierwsze umiejętności. Dziecko cofa się, zamyka. W tle choroby genetycznej jest autyzm.

Taka była Milenka. Słowa cofały się, z rysunków pozostały tylko chwiejne kółka. Zero kontaktu. Dwa lata diagnozowania. Teraz uczy się od początku. Pięknie maluje i śpiewa. Rodzice są szczęśliwi. Przecież jej koleżanka z przedszkola integracyjnego rozmawia tylko z psem. Czasem rodzą się piękne i ciche dziewczynki. Mówi się o nich milczące anioły. Gdy wyjdą z dziecięcego krzyku, takiego co kilka sekund, zapadną w ciszę. Pozostanie kontakt wzrokowy.

Drogi są różne. Wszystkie prowadzą do diagnozy – rzadka choroba genetyczna.

Bezradna diagnoza

Szukanie na oślep diagnozy wykańcza całą rodzinę. Chłopiec nie może chodzić. Pierwszy lekarz zaleca wkładki, drugi wysiłek, trzeci mówi, że to zanik mięśni. Diagnozę stawia obojętnie, tak jakby między płaskostopiem a dystrofią mięśni nie było różnicy.

Często bezradni lekarze nie podejrzewają uszkodzonego genu. Uważają, że tylko głuche dziecko nie reaguje na nic. Aparat słuchowy jest wtedy katorgą.

Szukanie choroby to koszmarny etap, ale później, gdy już wiadomo, co to jest, dziecko staje się niewolnikiem schorzenia. – Dziewczynka ma na imię Asia. Ale od chwili postawienia diagnozy nazywana jest „Zespołem X” – mówi psycholog dr Danuta Kopeć z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Następuje fragmentaryzacja osoby. Lekarze określają tylko to, co podręcznikowe, co trzeba rehabilitować. Reszta ich nie interesuje.

Padają nazwy sposobów rehabilitacji, równie przytłaczające obcością: metody Domana, dwuczłowieka, dobrego startu, program oregoński. – Ale metoda nie może być ważniejsza od dziecka – ostrzega dr Kopeć. Wrogiem bywa także nadgorliwość specjalistów. Kilkuletnia dziewczynka przeszła parę niepotrzebnych operacji. Gdyby rodzice nic nie robili, stan byłby lepszy. Bo prawidłowa diagnoza też niczego nie zmieniła. Nie ma leku.

Dla rodziców Ani najgorsze było to, co widzieli, czyli rozszczep podniebienia. Operacja miała przywrócić dziewczynkę normalności. Ale groźne okazało się to, co na początku było niewidoczne, ukryte w genach. Dziś 11-letnia Ania nie odzywa się, coraz gorzej chodzi, ma problemy z sercem. Nie ma mowy o żadnych zabiegach pod narkozą.

Pozorna pustka

Z badań prof. Ewy Pisuli, psychologa z Uniwersytetu Warszawskiego, wynika, że rodzice nigdy nie są zadowoleni ze sposobu przekazania im diagnozy. Po miesiącach, często latach badań chcą konkretów, ale kiedy je otrzymują, swoje poczucie krzywdy przerzucają na lekarzy. Poza tym są pewni, że nadal nie mówi się im wszystkiego.

– Poczułam się jak w labiryncie, w którym ktoś odcina mi kolejne przejścia – wspomina mama Natalii. – Każde zdanie zaczynało się od nigdy. Moja córka nigdy nie pójdzie na studia, nie wyjdzie za mąż, nie wyjedzie na kolonie. Nie, nie, nie. Ale co zrobi na pewno? Tego nikt nie wiedział. Zbywano mnie banałem: „Jakoś to będzie”.

– Po diagnozie trzeba pochować obraz idealnego dziecka, które się nie narodziło. Urządzić symboliczny pogrzeb – twierdzi psycholog, prof. Sabine Stengel-Rutkowski z Uniwersytetu Monachijskiego. – Dopiero gdy nie ma żadnej nadziei, możemy rozpocząć nowe życie.

Nie każdemu ta teoria się podoba. Zdarza się, że jeśli choroba nie jest widoczna na pierwszy rzut oka, rodzice wypierają ją. Nie odbierają wyników badań genetycznych, posyłają dziecko rok później do szkoły. To nic dziwnego. Decydują się na drugie dziecko, nie badając, jaka jest możliwość powtórki. Rodzi się kolejne z małogłowiem. Na to też mają receptę – razem będzie im raźniej. Ale potrzebni są logopedzi, rehabilitacja, matka jest tylko z chłopcami. Rezygnuje z pracy.

Psycholog dr Anna Jakoniuk-Diallo z UAM w Poznaniu przestrzega przed nadmierną wiarą w siłę rehabilitacji określanej jako instytucjonalna. Dzieci z wadami genetycznymi nie chcą dotyku obcych, widoku strasznych białych ścian i zapachu leków. Najlepszym terapeutą jest matka. Jeśli tysiąc razy powie: „mama”, może dziecko to odtworzy, jeśli dwa tysiące razy palcami po plecach wystuka jak ciężko chodzi słoń, a jak lekko drobi mrówka, może kiedyś ono pojmie różnicę między stworzeniami.

– Nie ma rozmowy, ale jest porozumienie. Najważniejsze, żeby matce udało się wejść w ten specyficzny dialog – tłumaczy dr Anna Jakoniuk-Diallo. – To ona nazywa to, co dziecko chciałoby powiedzieć, gdyby mogło.

Terapeuci nazywają to pięknie zanurzaniem w kąpieli słownej. Wielokrotne pozwoli dziecku odróżnić ciszę od dźwięku. To bardzo ważne, bo te dzieci tylko z pozoru akceptują swój świat. Autoagresja, uderzanie głową o ścianę to także próba porozumienia. Ale do niej nie można dopuścić.

W pewnym momencie należy przestać chodzić do specjalistów. Rodzice odróżniają drgawki padaczkowe od drgawek tajemniczych, wożą ze sobą całą dokumentację. W chwili najgorszego kierują reanimacją. Już wiedzą, że niczego nie da się naprawić. Nie pomoże żaden przeszczep, nie ma na co zbierać pieniędzy. Nie ma ratunku. Trzeba odrzucić rozczarowanie i zastanawianie się, co by było gdyby.

Dzieci z rzadkimi wadami genetycznymi. Dziś są to tajemnicze, sporadyczne przypadki, ale zdaniem genetyków, takich dzieci będzie coraz więcej. – Przecież udaje się uratować najtrudniejsze ciąże, mamy coraz doskonalsze metody diagnostyki i nowe możliwości jeszcze nie wyleczenia, ale złagodzenia ich skutków – mówi genetyk, prof. Anna Latos-Bieleńska z poznańskiej akademii medycznej, i raz jeszcze podkreśla, że choroby genetycznej nie da się wyleczyć. Jest to schorzenie przewlekłe, u każdego pacjenta przebiegające inaczej.

I jeszcze jedno – choroby genetyczne szukają sprzyjającego podłoża. A człowiek zestresowany, żyjący w trującym środowisku jest łatwym celem. Jego uszkodzony gen zakłóci życie potomstwa.

Zawsze szczęśliwi

W Polsce nie przyjęła się zasada przeniesiona z amerykańskiej terapii, że „jesteśmy rodziną szczególną, wybraną, bo Bóg wiedział, że tylko tak wspaniali ludzie jak my mogą wychować chore dziecko”. Większe zrozumienie wywołuje teoria małych kroków i życia dniem dzisiejszym. A także zalecenie: nieś jak najmniej bagażu, skoncentruj się na tym, co najważniejsze.

Czasem dorośli obwiniają się nawzajem. Co zażywali, wdychali, palili. Często po dokładnych badaniach jedno z rodziców wie, że jest nosicielem uszkodzonego genu. Kobiety o swojej „winie” mówią otwarcie. Mężczyzna nie przyzna się głośno. Lekarze tłumaczą, że taką skazę ma wiele osób. Większość nigdy się nie dowie, bo albo błąd się nie uaktywni, albo dojdzie do poronienia. Albo stanie się najgorsze – urodzi się jedno chore dziecko na kilkadziesiąt tysięcy zdrowych. Pierwsze lata to walka, żeby nie umarło i żeby nie paść razem z nim. Potem jest liczenie strat – kto podupadł na zdrowiu, kto musiał zrezygnować z pracy, czy coś zostało z oszczędności.

Czasem pierwszą falę rozpaczy biorą na siebie dziadkowie. Państwo X, oboje z doktoratami z matematyki, oddali malucha do rodziny na Wybrzeżu. – Ale tak nie może być zawsze – zaznaczają. Na razie jednak rzucili się w wir pracy naukowej. Poza tym ich chłonne umysły znają każdy szczegół choroby, każdy strzęp uszkodzonego genu. Co piątek jeżdżą do Gdańska. Stają nad łóżeczkiem.

Chcieliby poznać rodziców innych dzieci, które też mają płaskie noski, reagują na lampki, kochają kable. I też nie chodzą. I nie odróżniają dwóch bodźców w zupie. Matematycy z doktoratem nie mogą pojąć, że i ciecz, i kluski razem w talerzu powodują, że ono się dławi. Podobno nigdy nie będzie połykać tabletek. I skórę ma dziwnie wrażliwą.

W przyszłości wykształceni rodzice będą wertować literaturę i wydzwaniać do klinik. Żeby nie przeoczyć cudownego wynalazku, który połączy zerwane geny.

Inni robią z dziecka ołtarzyk. Przyczepione do zmienianej na coraz większą spacerówki siedzi pośrodku zgromadzonej rodziny. Starsza siostra jest tylko jego służącą. Pozostali też jak najlepiej wypełniają posługę. Kara boska.

Najlepiej z innością radzi sobie rodzeństwo. Jeden z chłopców przedstawia siostrę jako kosmitkę, a jej dziwaczne trajkotanie określa jako wynik lekcji chińskiego.

Ale wiele matek dziś przyznaje – problemem było nie pogodzenie się z chorobą dziecka, ale z tym, że koleżanki urodziły zdrowe. Wiadomo, trzeba się poddać. Żadna siła nie wciągnie dziecka do naszego świata. Trzeba stanąć na granicy jego życia. Zrozumieć, czym jest postęp w jego rozwoju. I ani od niego, ani od siebie nie oczekiwać bohaterstwa. W tym świecie naznaczonym chorobą genetyczną jest wiele milczenia. Nie ma przymusu ani udawania.

– Każdy dzień jest tajemnicą – mówi mama Natalii i dodaje, że nie przeżyje wielu rozczarowań, które przeznaczone są „normalnym” rodzinom.

Najszczęśliwsze są matki nastolatków – chwiejnych, niepewnych, łagodnie uśmiechniętych lub z niepokojem szarpiących. Tych, które nigdy nie opuszczą rodziców. Nie zranią. Zawsze będą z nimi.

– Natalia jest pogodna i dobra. Takim uczyniła nasze życie. Na zawsze – kobieta tuli drobną dziewczynkę w ciężkich butach ortopedycznych. Jest lepiej. Ojciec i Natalia maszerują wzdłuż poznańskiego jeziora Malta. Dziewczynka zjadła przed chwilą porcję Strogonowa (zrozumienie, że jedzenie trzeba połknąć, a nie wypluć, to przełom), w stołówce podeszła od stolika do stolika.

Jeszcze rok temu scena nie do pomyślenia. O tym, jakie dziecko robi postępy, rodzice wiedzą dzięki filmom wideo. Kręcili je od urodzenia, najpierw, bo myśleli, że niedługo tylko to im zostanie, potem z przyzwyczajenia. Różnica między senną roślinką a skaczącym dzieciakiem jest ogromna. I nawet klęskę można wytłumaczyć.

– Ona wszystko rozumie, ale nie chce mówić – wyjaśnia matka i dodaje, że przemawia do niej maksyma terapeutyczna: „Nie porównuj dziecka z innym dzieckiem, ale zawsze z nim samym”. To, że ono nie mówi, nie znaczy, że nie ma nic do powiedzenia.

Wieczór. Ojciec i Natalia wędrują wzdłuż brzegu. On o czymś jej opowiada. Ona milczy. Ale na pewno go zrozumie. Być może, jak nikt inny. Ale ku czemu zmierza Natalia? Nie wiadomo.


Autor artykułu: Iwona Konarska

FORUM dyskusyjne …

 

Nasze forum dyskusyjne, poświęcone szeroko rozumianej sprawie padaczki lekoopornej, ze szczególnym uwzględnieniem Zespołu Dravet (ang. DS, Dravet Syndrome), rozwija się nadspodziewanie dobrze – jak na tak niszową "specjalność".

Nasi użytkownicy napisali 1595 postów, tematów 116
Mamy 49 zarejestrowanych użytkowników.

Forum dyskusyjne poświęcone padaczce lekoopornej ...

Z jednej strony – to niewiele, z drugiej – każdy post na forum to wielka pomoc dla pytających osób, najczęściej bardzo doświadczonych przez życie.
A bycie rodzicem tak chorego dziecka to naprawdę niełatwy kawałek chleba …

Wymiana doświadczeń związanych z naszymi pociechami – tak różnymi i tak podobnymi do siebie jednocześnie, ustalanie podobieństw i różnic w ich zachowaniu i leczeniu, wskazywanie sposobów na rozwiązywanie bieżących i nabrzmiałych już problemów – to nasza codzienność …

Wszystkich zainteresowanych, w tym i osoby szukające charakterystycznych objawów Zespołu Dravet – serdecznie zapraszamy !
Obecne na forum historie naszych dzieci mogą pomóc Państwu skrócić drogę do właściwej diagnozy, która to droga w przypadku kilkorga członków – założycieli Stowarzyszenia na rzecz osób z ciężką padaczką lekooporną DRAVET.PL – trwała 18 potwornie długich lat …

Rząd przyjął program wspierania opiekunów osób niepełnosprawnych …

 

Od 1 kwietnia rodzice dzieci z niepełnosprawnościami otrzymają dodatkowe 200 zł, a w ciągu pięciu lat średnia wartość świadczenia pielęgnacyjnego ma wynieść tyle, ile płaca minimalna – zakłada program, który 26 marca przyjął rząd.

– Przyjęliśmy rządowy program wspierania osób uprawnionych do świadczenia pielęgnacyjnego. Dzięki temu programowi od 1 kwietnia do końca tego roku osoby, które opiekują się niepełnosprawnymi dziećmi, wymagającymi całodobowej opieki, uzyskają kolejne 200 zł

– poinformował premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Ministrów.

Plik:Race-handbike.jpgDodał, że jest to "rozpędzanie programu", który zakłada, że w ciągu pięciu lat osoby opiekujące się dziećmi z niepełnosprawnościami będą otrzymywać świadczenie w wysokości płacy minimalnej. "To przynajmniej częściowo odpowiada na potrzebę społeczną uzawodowienia w jakimś sensie opieki całodobowej nad dzieckiem niepełnosprawnym" – mówił premier.

– To wymaga głębokiej korekty w całym systemie, m.in. opracowania kryteriów. Zakładamy, że wysokość płacy minimalnej to będzie średnia wysokość świadczenia, bo chcielibyśmy zbudować system, zgodnie z którym będziemy w stanie skutecznie stworzyć kryteria, które pomaga nam dać więcej pieniędzy tym, którzy są w większej potrzebie, a trochę mniej tym, których dramat jest mniejszy –

wyjaśnił Tusk, zaznaczając równocześnie, że system ma elastycznie odpowiadać na rzeczywiste potrzeby ludzi.

Zgodnie z programem, osoby pobierające świadczenie pielęgnacyjne (spełniające warunki zawarte w ustawie o świadczeniach pielęgnacyjnych, czyli takie, które nie podjęły pracy lub zrezygnowały z niej, aby opiekować się dzieckiem niepełnosprawnym) otrzymają dodatkowe 200 zł miesięcznie (niezależnie od dochodu i innych świadczeń). Wsparcie będzie realizowane ze środków budżetu państwa (na ten cel zostanie przeznaczone ok. 176 mln zł). Szacuje się, że z tej pomocy skorzysta ok. 95 tys. osób miesięcznie.,

Zainteresowani nie muszą składać dodatkowych wniosków, co powinno zwiększyć dostępność pomocy.

(opracowano na podstawie informacji zawartych na portalach www.niepelnosprawni.pl i www.poznan.pl)

DRAVET.PL – spotkanie założycielskie stowarzyszenia …

Długie tygodnie przygotowań, omawiania, oczekiwania, kontaktowania się rodziców dzieci chorych na padaczkę lekooporną między sobą. I oto jest – 16 lutego 2013 r. w Warszawie, w budynku Centrum Intensywnej Terapii OLINEK (serdecznie dziękujemy za nieodpłatne udostępnienie sali !), ukonstytuowało się Stowarzyszenie na rzecz osób z ciężką padaczką lekooporną „DRAVET.PL”.
19 osób z całej Polski zostało członkami-założycielami Stowarzyszenia, wszyscy – choć bardzo doświadczeni przez los – pełni sił i energii do dalszego działania na rzecz innych.

Plany mamy wszyscy bardzo ambitne, zadań wszelakich mnóstwo – ale jak to przed laty powiedział wielki Abraham Lincoln:

Każda pra­ca jest możli­wa do wy­kona­nia jeśli podzielić ją na małe od­cinki.